Gdy podkusi mnie, aby upiec chleb, nie jestem w stanie się oprzeć, gorącej, parującej jeszcze kromce, na której rozpuszcza się masło, a ser robi się miękki i ciągliwy. I nie liczy się, że właśnie dochodzi północ i o tej porze już się nie je, że taka pajda to istna rozpusta i wiadomo w co pójdzie.
Radość z pysznego chleba, chrupiącej skórki, rozpływającego się masełka – żadna silna wola nie ma z tym szans. Można tylko zapobiegać, piekąc chleb tak, aby nie był gotowy akurat przed snem… Albo pogodzić się z własną słabością i zajeść wyrzuty sumienia – w końcu raz nie zawsze, dwa razy nie często
Jakość zdjęcia jaka jest, każdy widzi. Późno było, światło sztuczne, ręka drżąca… Pal licho jakość zdjęcia… ten smak… ![]()
Świeże masło, kilka plasterków żółtego sera lekko roztapiającego się na gorącej kromce, dojrzałe soczyste pomidory z cebulką… Jeszcze!
Ale następnym razem lepiej za dnia.


